Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Wojenny artefakt z  Kresów II RP

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Dążenie do wyposażenia własnej armii w coraz sprawniejszy, doskonalszy sprzęt to także bogate dzieje rozwoju wojskowych środków transportu ludzi i materiałów. Niezależnie od liczby posiadanych przez siły zbrojne specjalistycznych pojazdów w momencie wybuchu wojen – zwłaszcza tych, toczonych w dwudziestym wieku – prowadzono też rekwizycje koni i wozów, stanowiących własność prywatną.
Wojenny  artefakt  z  Kresów II RP

Wojenny  artefakt  z  Kresów II RP
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Wojenny  artefakt  z  Kresów II RP
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Wojenny  artefakt  z  Kresów II RP
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Niewiele osób jest dzisiaj świadomych, że użycie na początku września 1914 roku znacznej ilości cywilnych samochodów Renault walnie przyczyniło się do udanego kontrataku oddziałów francuskich, dowodzonych przez generała Josepha Joffre. Koniecznego wsparcia w przełomowym momencie walk mogli udzielić swoim towarzyszom żołnierze paryskiego garnizonu generała Josepha Gallieniego tylko dlatego, że na pole bitwy szybko dowiozły ich zarekwirowane prywatne taksówki, jeżdżące w stolicy Francji.

Motoryzacja, rewolucjonizująca transport drogowy, została oczywiście słusznie doceniona przez światłych wojskowych różnych państw. Nie inaczej było w Niemczech.

Tam biznesmen Adam Opel zaczynał od produkcji maszyn do szycia i rowerów. Gdy rozstał się z tym światem, jego synowie i ich owdowiała matka dostrzegli świetną przyszłość przemysłu motoryzacyjnego. W roku 1899 zawarli umowę na dostawę podwozi i wkrótce pojawiły się produkowane z wykorzystaniem zamawianych ram pierwsze samochody.

Znanym niemieckim pojazdem o pełnym blaszanym nadwoziu był Opel Olympia z 1935 roku. W okresie drugiej wojny światowej firma podjęła wytwarzanie trzytonowej ciężarówki Blitz dla Wehrmachtu, natomiast znaczną ilość osobowych wozów, odpowiednio przemalowanych i dostosowanych do wymagań wojska, dostarczono jako auta obsługujące kadrę dowódczą.

Kres służby jednego z takich samochodów przypomina dziś ocalony, choć uszkodzony symbol, zdobiący niegdyś najprawdopodobniej Opla Admirala. Logo pozbawione części okręgu zdjęto z fragmentu pordzewiałej blachy nadwozia tego auta. W takim kształcie stosowano ów firmowy znak po 1937 roku.

Przez wiele lat po zakończeniu drugiej wojny światowej nosząca ciągle resztki oryginalnej farby feldgrau blacha służyła jako żaluzja, zamykająca otwór okienny gospodarczej szopy w Rakowie, polskim miasteczku, leżącym na terenie Kresów Wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej.

Podczas bojowego wkraczania do tej miejscowości Sowietów w 1944 roku jej mieszkańcy chronili się w piwnicach. Mimo lęku i żądań matki opowiadająca całą historię kobieta, wówczas młodziutka dziewczyna, obserwowała wtedy przez okienko fragment własnego podwórka. Po odgłosach gwałtownej strzelaniny wtoczył się tam niemrawo niemiecki samochód, który natychmiast niezdarnie opuścił mocno utykający, podstarzały żołnierz Wehrmachtu. Wkrótce na dziedziniec wbiegło też kilku czerwonoarmistów.

Dalsze tkwienie przy okienku stało się niebezpieczne, ostatnim zarejestrowanym obrazem był widok Niemca, który klękał przed Sowietami i wyciągał z kieszeni jakieś zdjęcia. Kilka sekund później rozległa się seria z pepeszy, a po mniej więcej kwadransie do piwnicy wszedł rosyjski major. Ostro zabronił wychodzić Polakom na zewnątrz, a na nieśmiałe pytanie, co zaszło na podwórku burknął, by się tym nie interesować, a zadbać o własny los. Jedna ze starszych pań nie wytrzymała i powiedziała po rosyjsku do oficera – to był przecież jeniec.

Ten tym razem bez gniewu ponownie poradził, by wszyscy siedzieli cicho, zresztą on swoich żołnierzy rozumie. Wielu ich bliskich Niemcy bestialsko wymordowali. Jeśli chciałby coś przedsięwziąć dla ratowania życia poddających się nazistów, sam byłby wrogiem swoich podwładnych. Niedwuznacznie dał do zrozumienia, że w stosownym momencie mogli go po prostu za to zgładzić.

Zabitego kierowcę, kalekę z drewnianą protezą części nogi, Polacy musieli pochować na skarpie po drugiej stronie ulicy. Najprawdopodobniej spoczywa tam do dzisiaj. Postrzelany samochód żołnierze próbowali podpalić, ale nie było już w zbiornikach paliwa, więc głośno klnąc poszli dalej.

Tkwiący na dziedzińcu pojazd najpierw został pozbawiony kół, następnie po kawałku rozebrany, dostarczając przydatnych w gospodarstwach materiałów. Wycięta blacha z uszkodzonym logiem Opla trafiła jako żaluzja do okna szopy. Po latach przyczepiony do niej symbol został odkręcony i przywieziony do Bolesławca. Dzisiaj przypomina, że każda wojna niesie głównie okrucieństwa, zbrodnie i zniszczenie…

Więcej informacji znajdziesz w gazecie bolesławieckiej
Express Bolesławiecki


Zdzisław Abramowicz



o © 2007 - 2021 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl

Twój afisz
na grupie Otomedia.pl
zadzwoń: 512 745 851
e-mail: reklama@otomedia.pl
Znajdź wydarzenie
na naszym afiszu
Twój afisz
na grupie Otomedia.pl
zadzwoń: 512 745 851
e-mail: reklama@otomedia.pl