Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Legnica
Więzienie jest jak wulkan

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
„Podczas odsiadki napisałem trzy licencjaty klawiszom i kilkanaście matur”, wspomina więzienne życie Sławomir Sikora.

Specjalnie dla nas Sławomir Sikora, którego historia stała się kanwą głośnego filmu Krzysztofa Krauzego „Dług”, opowiada nam o swoim życiu przed zabójstwem i po wyjściu z więzienia. Nasz rozmówca ujawnia też ciemną stronę rzeczywistości – życia w celi.

- O tej makabrycznej zbrodni było głośno w całej Polsce. W marcu 1994r. wraz z Arturem Brylińskim zamordował pan swoich prześladowców, którzy urządzili wam obojgu na ziemi prawdziwe piekło. Wasza historia stała się podstawą fabuły nie mniej głośnego filmu „Dług”. Pewnie nie raz odpowiadał pan sobie i innym dziennikarzom na pytanie, dlaczego musiało dojść do tak potwornego mordu?

- Nasze zachowanie było swego rodzaju cofnięciem się do pierwszego prawa biologii. Strach i lęk spowodował, że wtedy cofnęliśmy się do zwierzęcych instynktów. Nie umieliśmy i nie potrafiliśmy odnaleźć się w sytuacji totalnego zagrożenia. My przestaliśmy wówczas normalnie funkcjonować i normalnie myśleć - myśleć po ludzku racjonalnie. Żyliśmy, czuliśmy i zachowywaliśmy się jak zwierzęta. Każdego człowieka można złamać i na mnie znaleziono sposób z pilnikami, ale o tej sytuacji nie chcę mówić, bo to zbyt wstrząsające i traumatyczne przeżycie. Żyliśmy w innych czasach, w których nie było Centralnego Biura Śledczego, nie było policyjnych wydziałów do ścigania przestępczości zorganizowanej, nie było tak wielu dziennikarzy śledczych. Jednym słowem – nie znaleźliśmy żadnej instytucji, która chciała nam wtedy pomóc. Wtedy wszystko nas zawiodło.

- Pana ostatnia książka „Osadzony” jest swego rodzaju spowiedzią z pobytu z więzienia. Opowiada pan w niej o mrocznych stronach i zasadach panujących w areszcie. Co tak naprawdę dla pana było najtrudniejsze siedząc tyle lat w celi? I co trzeba było robić, by jakoś przeżyć te skrajne warunki?

- Najgorsza była nuda. Nuda nie do wytrzymania. W tym, by odnaleźć się w więziennych realiach i by przeżyć, trzeba poszukać własnej drogi i każdy z więźniów szuka takiej ścieżki. Trzeba mieć pomysł na egzystencję w zamkniętym świecie, jakim są zakłady karne. Moją drogą była nauka i kształcenie, zdobywanie wiedzy, pochłanianie niezliczonej ilości książek. Mogę powiedzieć otwarcie nie wymieniając oczywiście nazwisk. Podczas odsiadki napisałem trzy licencjaty klawiszom i kilkanaście matur. Byłem takim więziennym prawnikiem, niczym główny bohater filmu „Skazani na Shawshank”. Żeby przeżyć w więzieniu nie można utracić nadziei. Bo gdy ona umiera, umieramy i my. Pobyt w więzieniu można przeżyć na różne sposoby. Jedni się okaleczają, bo sobie nie radzą. Mnie się udało przeżyć, bo miałem pomysł na to i potrafiłem unieść ten ciężar. Gdy pierwszy raz przechodzisz przez bramę, trafiasz do zupełnie odmiennej rzeczywistości. Musisz na nowo nauczyć się żyć. Żyć, by przetrwać.

- Jak naprawdę wygląda życie w zakładach karnych?

- Więzienie jest generalnie wulkanem, który nigdy nie gaśnie. To życie na bulgoczącym wciąż wulkanie. Pobyt w celi można przyrównać do pokoju, w którym jest pełno gazu i od czasu do czasu ktoś zapala zapalniczkę. Jeżeli dochodzi do wybuchu, wtedy są gwałty, ciężkie pobicia. Jeżeli pokój nie wybucha, to ludzie żyją, jak rośliny. Więzienie jest dziś miejscem, w którym większość z osadzonych przyjmuje psychotropy. W ciągu dziesięciu lat siedziałem w 72 celach. Dlatego uważam, że mam prawo mówić o rzeczach, których na co dzień doświadczałem. O niedoskonałości systemu więziennictwa można mówić godzinami. Wielu skazanych to analfabeci, a niektórzy więzienni strażnicy to prawdziwe szumowiny. Tak naprawdę osadzeni są skazani wyłącznie na siebie. Gdy chcą zasięgnąć porady psychologa, w oczach kierownictwa jednostki karnej są niebezpieczni. W więzieniach słabsi nie mają szans, nadal istnieje prawo dżungli, mocniejszy zwycięża. W zakładach karnych w świadomości skazanych zabija się nadzieję. By nie zwariować w tak hermetycznym środowisku trzeba szybko się czymś zająć.

- Jak bardzo pobyt w więzieniu zmienił pana psychikę, osobowość. Był pan tam innym człowiekiem? 10-letni okres za kratami z pewnością pozostawia w człowieku piętno.

- Z pewnością. Każdy ma inną traumę. Profesor Andrzej Bałandynowicz, znany kryminolog i pedagog uważa, że mam tak zwaną galopującą biegunkę, która polega na tym, że jestem w trzydziestu różnych miejscach na raz, gdzie normalni ludzie nie potrafiliby tego wszystkiego ogarnąć. Na przykład, jednego dnia rano jestem w Legnicy, by w nocy jechać już pociągiem do Torunia na kolejne spotkanie, na którym będę mówił o probacji, czyli wolności kontrolowanej, systemie pozwalającym na odbywanie kary poza więzieniem.

- Jak pan wspomina pierwsze zderzenie z rzeczywistością poza kratami. Zapamiętał pan coś szczególnego, zaraz po opuszczeniu więziennej bramy? Oglądał się pan za siebie?

- Oczywiście, że tak. Nadal oglądam się za siebie. Dziś wciąż czuję obawę i lęk. Dlatego niechętnie informuję media o planowanych spotkaniach np. tutaj ze studentami legnickiej uczelni.

- Jakim jest pan dziś człowiekiem?

- Przede wszystkim wolnym, wciąż edukującym się, zadowolonym z życia, autorem książek, wykładowcą, a także społecznikiem i częstym klientem PKP, bo ciągle podróżuję pociągami. Ale najważniejsze, że po dziesięciu latach spędzonych w więzieniu jestem wolnym człowiekiem. I z tego najbardziej się cieszę. Buduję swoją własną rzeczywistość, własny świat, niezależny od nikogo, choć dotąd nie zapuściłem jeszcze korzeni.

- Pan został ułaskawiony. Drugi z zabójców, Artur Bryliński czeka na prezydencki akt łaski. Wierzy pan, że Arturowi się uda, jak panu?

- Myślę, że mu się uda. Jestem przekonany, że pan prezydent ułaskawi Brylińskiego. Uważam, że pokazał i udowodnił, że warto jest przywrócić mu miejsce w społeczeństwie.

- Z czego pan dziś się żyje?

- Nie potrzebuje do życia wiele. Mam kilka źródeł utrzymania. Od czasu do czasu prowadzę zajęcia na uniwersytetach. Szykuję się do projektu związanego z telewizją internetową. Mam wpływy z książek mojego autorstwa.

- Podczas spotkania w auli Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej życzył pan legnickim studentom wybierania właściwych dróg w życiu. Jakie według pana są te właściwe ścieżki?

- Ważne, by młodzi ludzie nie budowali swojej świadomości na poziomie autorytetów, bo znane są przecież przypadki, gdzie osoby powszechnie uznawane w naszym kraju za wybitne jednostki i osobowości, nagle straciły swój niekwestionowany dotąd autorytet. Niech młodzi ludzie konsekwentnie dążą do obranych celów.

- Dziękuję za rozmowę.

Więcej informacji znajdziesz w gazecie bolesławieckiej
Express Bolesławiecki


Tomasz Jóźwiak



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Piątek 5 czerwca 2020
Imieniny
Bonifacego, Kiry, Waltera

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości