Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Odpryski wielkiej motoryzacji

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Niespełna półtora wieku temu rodziła się współczesna motoryzacja, dzisiaj lśniące doskonałym lakierem i chromowanymi dodatkami samochody tudzież motocykle tysiącami opuszczają skomputeryzowane, zautomatyzowane linie montażowe gigantycznych fabryk. Warto więc przypomnieć, iż zaledwie czterdzieści kilometrów od Bolesławca maleńki warsztat próbował już przed wiekiem włączyć się w dzieło wytwarzania własnych, zmotoryzowanych jednośladów.
Odpryski  wielkiej  motoryzacji

Odpryski  wielkiej  motoryzacji
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Odpryski  wielkiej  motoryzacji
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Odpryski  wielkiej  motoryzacji
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Bo właśnie dokładnie sto lat temu, w roku 1922, rozpoczęła swoją działalność skromna manufaktura, założona w wiosce noszącej wtedy nazwę Moys – późniejszej dzielnicy Zgorzelca. Ambitne przedsięwzięcie podjęli panowie Zimmer i Gehlich, tworząc „Zetge Fahrzeug Werke AG”. Firma ta wypuszczała na rynek motocykle o pojemnościach od 140 do 175 centymetrów sześciennych, ponadto produkowała dość skromny asortyment motoryzacyjnych gadżetów.

Niestety – dążenia założycieli zderzyły się najprawdopodobniej z ówczesnymi realiami finansowymi - a może też działaniem jakiejś drapieżnej konkurencji – bowiem już w sierpniu 1924 roku ogłoszono upadłość zakładu. Produkcja trwała jednak aż do 1926 roku. Taki był kres wytwarzania „zgorzeleckich” motocykli. Pozostały ich wizerunki na starych reklamówkach i niewątpliwie ciekawa – chociaż krótka - historia.

Bolesławiecka odlewnia, funkcjonująca niegdyś przy dzisiejszej ulicy Kościuszki, po rujnujących przemysł III Rzeszy alianckich nalotach musiała zmienić produkowany asortyment. Powierzono jej wytwarzanie odlewów bloków silników i innych żeliwnych części, zamawianych przez niemieckie zakłady motoryzacyjne.

Jeden z zatrudnionych tam, polskich robotników przymusowych zamieszkał po wojnie w naszym mieście. Do odlewni trafił, ponieważ posiadał pewne wykształcenie techniczne.

Znał ponadto język niemiecki, więc dość szybko awansował w fabrycznej hierarchii – oczywiście uwzględniającej jego niewolniczy status. Mieszkał wraz z innymi robotnikami w sali, służącej dzisiaj uczniom Zespołu Szkół Mechanicznych do realizowania zajęć wychowania fizycznego. Ale w latach ostatniej wojny przygotowano w niej blisko trzysta miejsc noclegowych na kilkupiętrowych pryczach. Panowała tam straszna ciasnota – warunki egzystencji były fatalne.

Odlewnia wykonywała żeliwne bloki silników kilku rodzajów pojazdów, cały cykl produkcji ściśle nadzorowali niemieccy specjaliści. Polscy robotnicy usuwali wszelkie powstające w procesie wytwarzania nadlewy technologiczne, szlifowali też gotowe odlewy. Wspomniany wcześniej Polak posiadał gruntowną umiejętność odczytywania rysunków technicznych, został więc skierowany do działu kontroli.

Tam pracowali głównie fachowcy niemieccy, liczyło się tempo i dokładność weryfikacji jakości bloków oraz innych, żeliwnych detali. Rysunki, które miał do dyspozycji nasz rodak, nie zawierały żadnych wskazówek co do przeznaczenia konkretnych wyrobów, oczywiście poza ścisłymi wymiarami wszelkich gabarytów i otworów, których prawidłowe obrobienie należało dokładnie sprawdzić.

Na podstawie rozmów majstrów, którzy nie zwracali szczególnej uwagi na obecność Polaka zorientował się on, iż część bloków i żeliwnych tłoków to przyszłe elementy silników ciężarówki „Opel Blitz”. Zgoła sensacyjna była jednak usłyszana informacja, że niektóre z nich, poddane koniecznej modyfikacji, miały trafić jako nawodny napęd do miniaturowych łodzi podwodnych typu „Biber”. Ich produkcję podjęto w maju 1944 roku - a do listopada zbudowano trzysta dwadzieścia cztery takie okręciki.

Miniaturowe „Bibery” miały kadłub spawany z blach stalowych, na nim widniał kiosk z iluminatorami, peryskopem oraz chrapami, umożliwiającymi korzystanie z silnika spalinowego w niewielkim zanurzeniu.

Pod wodą okręcik napędzał silnik elektryczny, zasilany akumulatorami. „U-boot” ten obsługiwała jednoosobowa załoga – sternik. Wśród jego rozlicznych obowiązków było też zmienianie za pomocą sprzęgła napędu spalinowego na elektryczny. „Bibry” okazały się w istocie groźne przede wszystkim dla samych sterników, nie spełniły pokładanych w nich wielkich nadziei nazistów - podobnie zresztą jak i następnie opracowane, zmodernizowane miniaturowe łodzie podwodne.

Wiele lat po wojnie w trakcie porządkowania przez właściciela terenu byłej odlewni znalazł on ciekawy, historyczny artefakt – żeliwny tłok. Zapewne jeden z tych, które czyścili polscy robotnicy przymusowi…

Więcej informacji znajdziesz w gazecie bolesławieckiej
Express Bolesławiecki


Zdzisław Abramowicz



o © 2007 - 2022 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Sobota 3 grudnia 2022
Imieniny
Hilarego, Franciszki, Ksawery

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl

Kazo.pl
Ogłoszenia i oferty nieruchomości